niedziela, 8 lutego 2009

Richard Dawkins: Bóg urojony

Biorąc do ręki „Boga urojonego” spodziewałem się solidnego przeglądu tematów związanych z ateizmem i agnostycyzmem, który mógłby być pomocny osobom niewierzącym w przemyśleniu czy nawet pogłębieniu własnych poglądów. Tymczasem już na samym wstępie dowiedziałem się, że tekst ten skierowany jest do ludzi wierzących, a celem jest skłonienie ich do ateizmu. Trochę mnie to zdziwiło, ale po chwili pomyślałem, że może faktycznie szkoda wysilać się, aby przekonać przekonanych, skoro można zanieść komuś „kaganek niewiary”.

Spis treści zapowiada bogatą przygodę intelektualną obejmującą dyskusję na temat dowodów na istnienie i nieistnienie boga, źródeł powstania religii, wpływu wiary na życie ludzi itp. Niektóre z tych zagadnień potraktowane zostały starannie, do innych natomiast mam zastrzeżenia, o czym za chwilę.

Do zalet „Boga urojonego” można zaliczyć to, że zawiera wiele ciekawych faktów związanych z wierzeniami czy religiami, które zarówno wierzący, jak i niewierzący powinni znać i przemyśleć. Dla mnie jedną z ciekawszych spraw był ateizm założycieli Stanów Zjednoczonych, obecnie jednego z najbardziej religijnych krajów świata. Dawkins zwraca uwagę na wiele fenomenów dotyczących religii. Jednym z najważniejszych jest dla niego niezasłużony szacunek, jakim darzone są poglądy religijne w porównaniu z wszelkimi innymi poglądami (politycznymi, artystycznymi itd), innym = kwestia tworzenia rzeczywistości przez język, a konkretnie etykietkowanie dzieci wyznaniem ich rodziców (wg Dawkinsa dzieci są zbyt młode, aby mogły świadomie deklarować jakiekolwiek poglądy religijne).

Osobny rozdział poświęcony jest przeglądowi i obaleniu powszechnie uznanych dowodów istnienia boga. Począwszy od tego momentu zacząłem odczuwać pewien niedosyt intelektualny, ponieważ wywody Dawkinsa wprawdzie są podparte logiką i wiedzą psychologiczną, ale przeprowadzone trochę zbyt pobieżnie. Przykładowo wyjaśnienie, że odczucie osobistego kontaktu z bogiem może mieć podłoże psychiczne przekonuje mnie, ale z pewnością nie zostanie wzięte pod uwagę przez osoby, które przeświadczone są, że widziały i słyszały tego czy innego świętego. Jeszcze bardziej rozczarowuje mnie twierdzenie, że wyjaśnienie powstania świata interwencją boga nie wyjaśnia niczego, a tylko pogłębia naszą niewiedzę, gdyż dodatkowo dokładamy sobie pytanie o to, kto stworzył boga. Dawkins nie zwrócił chyba uwagi na w pewnym sensie podobne pytanie o budowę materii. Czy odrzucamy korpuskularną teorię budowy materii tylko dlatego, że nie możemy odpowiedzieć na pytanie, z czego zbudowany jest elektron?

Jeszcze słabszą częścią książki jest rozdział poświęcony dowodom na nieistnienie boga. Dawkins ze swadą wdaje się w rozwlekłe dywagacje na temat stosunku obu stron barykady do takich kluczowych pojęć, jak dobór naturalny czy zasada antropiczna, jednak nie zadaje sobie trudu, aby je solidnie wyjaśnić. Za dużo jest tutaj triumfalnego pokrzykiwania, a za mało faktów i zwracania uwagi na związki przyczynowo-skutkowe. Zgadzam się z tym, co pisze, ale gdyby ktoś miał reprezentować moje poglądy, wolałbym, aby było to robione bez emocji, a bardziej wyczerpująco.

Podobnie rozczarowujący był dla mnie rozdział traktujący o korzeniach religii. Dawkins skłania się ku poglądowi, iż religia powstała jako skutek uboczny innego, nieznanego nam dzisiaj procesu, który był ewolucyjnie korzystny. Jest to pogląd bardzo ciekawy, jednak o wiele mniej przekonujący, niż na przykład historia powstania kultu w „Samotności bogów” Doroty Terakowskiej (człowiek, czując się słabszy od sił przyrody, wymyśla bogów i nadaje im moc władania nad przyrodą, aby go przed nią mogli ochraniać).

Zdecydowanie lepiej napisane są dalsze rozdziały, dotyczące m.in. korzeni moralności. Dawkins twierdzi, i tu się z nim zdecydowanie zgadzam, że znakomita większość ludzi wierzących nie kieruje się zasadami moralnymi zawartymi w świętych (dla nich) księgach. W miarę solidna analiza wytycznych moralnych zawartych w Starym i Nowym Testamencie nie pozostawia właściwie żadnych wątpliwości.

Podsumowując, książka jest warta przeczytania i przemyślenia, a szeroki zasięg tematyczny czyni ją doskonałą podstawą długich nocnych dyskusji. Natomiast czy zwiększy liczbę konwertytów - trudno powiedzieć. Gdybym nie był ateistą, zawarta w tekście argumentacja emocjonalna raczej by mnie zniechęciła, niż zainteresowała czy skłoniła do weryfikacji poglądów.

Po raz pierwszy opublikowane w serwisie BiblioNETka 2 grudnia 2007 r. pod tytułem „Kaganek niewiary”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz